ul. Pogodna 2 lok. 14, 00‑785 Warszawa
tel. +48 513 468 655 dustin@dustinducane.com

Biedronka a Kania – jednak opłaty

Bardzo długi wywiad, głównie o zarzutach ale tez Biedronce. Business Insider.

„Z perspektywy czasu uważam, że dodatkowym elementem była moja przesadna wiara, że jak zbuduję ogromną firmę mięsną i wejdę z jej produktami do największych sieci sprzedaży, to Zakłady osiągną sukces, również finansowy. To myślenie okazało się wielką pułapką.

W 2011 r. nawiązaliśmy współpracę z Biedronką. Zawarliśmy porozumienie strategiczne. Do 2017 r. współpraca ta układała się korzystnie. Dwa lata temu Biedronka wypowiedziała nam umowę o strategicznej współpracy, tłumacząc, że musi maksymalizować zyski i nie może utrzymać wynegocjowanych z nami kilka lat wcześniej warunków współpracy. To był początek dużych kłopotów finansowych. A trzeba pamiętać, że marże w branży mięsnej w Polsce są bardzo niskie…

Średnia rentowność wynosi od 1 do 2,5 proc. Przy sprzedaży w wysokości miliarda złotych, teoretyczny zysk firmy wynosi około 10 – 25 mln zł. Ale koszty obsługi długu tylko w samym 2018 r. sięgały 38 mln zł. W tym czasie firma wypracowała zysk brutto na poziomie 80 mln zł, co po odjęciu między innymi kosztów finansowania, dało zysk netto w wysokości około 11 mln zł.

Realia rynkowe spowodowały, że znaleźliśmy się w kleszczach Biedronki i banków, a na to nałożył się wzrost cen wieprzowiny. Około 70 proc. naszych wyrobów było odbieranych przez Biedronkę. Sieć płaciła nam po ponad dwóch miesiącach od dnia dostawy towaru. Żeby dostarczyć do Biedronki miesięcznie towar za 50 mln zł, trzeba było mieć kapitał obrotowy w wysokości 125 mln zł. Firmie brakowało miesięcznie tylko na tym kontrakcie około 60 mln zł kapitału. Dodatkowo Zakłady były obciążane różnymi wydatkami.

Co roku na jesieni odbywają się negocjacje warunków współpracy na kolejny rok. Na początku współpracy z wielką siecią koszty są minimalne, często zerowe. Ale w kolejnych latach śruba jest coraz bardziej dokręcana. Sieci żądały nawet 30 proc. wartości naszej rocznej sprzedaży z tytułu możliwości sprzedaży produktów w ich sklepach. Jeżeli nie godzisz się na te warunki, to wypadasz z rynku. Do tego dochodziła „kara” za zbyt szybki rozwój naszej firmy: żądanie nadzwyczajnej opłaty w wysokości kilku milionów złotych z tytułu zwiększenia przychodów dzięki współpracy z siecią. Dodatkowo Biedronka obciążała firmę różnymi opłatami marketingowymi.

Tak. Przerzucała na nas swoje koszty reklamy, koszty swoich akcji promocyjnych oraz innych programów…

To nie był element umowy, ale powszechna praktyka wymuszania takich płatności.”

Ciekawe… upadłość trwa.

W Wiadomościach Handlowych mowa o zainteresowaniu UOKiK tymi wypowiedziami.